PIĘKNO WOLONTARIATU

Rozmowa z profesorem Janem Miodkiem

E. M.:Udzielał się Pan kiedykolwiek jako wolontariusz?

Prof. dr hab. J. Miodek:Nie, ale byłem członkiem rady fundacji profesora Kocięby w Trzebnicy. Obecnie należę do kilku rad związanych z szeroko pojętym lecznictwem. Jestem jednym z założycieli fundacji Alzheimerowskiej we Wrocławiu, którą zawiaduje pan Jan Konarski. Należę także do fundacji Alicji Chybickiej, wspierającej dzieci z chorobą nowotworową. Nie nazwę tego wolontariatem ale jak mogę, tak moją osobą wspieram wymienione działania. Od jakiegoś czasu jestem też solistą Sygit Bandu, w którym grają słynni wrocławianie. Wspólnie organizujemy koncerty charytatywne, w związku z tym można to nazwać swoistym, muzycznym wolontariatem.

E. M.:Poza udziałem w Sygid Bandzie i radach fundacji, jaki jest jeszcze Pana udział w promowaniu wolontariatu?

Prof. dr hab. J. Miodek:Ile ja już podarowałem wiecznych piór… książek, czy różnych gadżetów, z którymi jestem bardziej lub mniej związany, a które potem były licytowane na jakiś szczytny cel. Jest to moim swoistym „utrapieniem” ale utrapieniem miłym sercu!

E. M.:Zatem uważa Pan, że szerzenie idei wolontariatu w społeczeństwie jest czymś ważnym?

Prof. dr hab. J. Miodek:Jest czymś ważnym i pięknym. W słowie wolontariat zawiera się stary, łaciński rdzeń, który mówi o woli wolnej. Czy może być coś piękniejszego? Jak to mówił ś. p. ks. prof. Tischner: „psu na budę religijność wymuszona”. Istotą każdej religii powinno być: „jeśli chcesz, to możesz”. Działanie wolontariuszy jest samym pięknem. Wynika z dobrej, nieprzymuszonej woli. Niczego nie muszą. Powiemy: z ich wolnej woli stali się wolontariuszami i przychodzą ludziom z pomocą. To jest w zasadzie najpiękniejsze ludzkie postępowanie. Za każdym razem, kiedy jestem w jakimś hospicjum i widzę wolontariuszy, oczy mam pełne łez. Jeszcze bardziej jest to dla mnie wzruszające, kiedy widzę ludzi młodych.

E. M.:Gdyby miał Pan zostać koordynatorem wolontariuszy, którą grupę wiekową wybrałby Pan najchętniej do współpracy? Byliby to studenci, z którymi ma Pan na co dzień styczność?

Prof. dr hab. J. Miodek:Tak, rzeczywiście najczęściej mam do czynienia ze studentami, jednak sądzę, że byłbym gotów do współpracy z każdą grupą wiekową.

E. M.:Dlaczego ważne jest, aby wszczepiać ideę wolontariatu u dzieci w jak najmłodszym wieku?

Prof. dr hab. J. Miodek:Teraz panuje dosyć niebezpieczny model wychowania, który obserwuję u młodych rodziców – nie mówić dzieciom o śmierci i chorobie, pokazywać im tylko ten wesoły świat. A według mnie musi przyjść taki moment, aby o tym porozmawiać.

E. M.:Chronienie dzieci przed wiedzą na temat tego, co nieoczekiwanego może przydarzyć się w życiu każdego człowieka może być niebezpieczne?

Prof. dr hab. J. Miodek:Chronienie dzieci, przed tym, co niespodziewanego może przynieść życie, powoduje, że są one w późniejszym życiu kompletnie niezaradne. Niestety są to te osoby, u których w przyszłości może wystąpić depresja. A zatem dziecko musi się oswoić z tym, że niektórzy jego rówieśnicy umierają, są kalecy, czy chorzy…

E.M.:Jak Pan oceni działania wolontariackie na Dolnym Śląsku? Uważa Pan, że są dobrze realizowane?

Prof. dr hab. J. Miodek:To za słabo powiedziane! Są wspaniale realizowane! Zaczęło nam się właśnie pozytywne szaleństwo paczek bożonarodzeniowych i teraz widać te działania doskonale.

E. M.:Dziękuję za rozmowę.

.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Aktualności - Wrocław. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

7 + 19 =

*