Wolontariat młodzieżowy „My dla świata” – Maciej Klusek

Gimnazjum nr 23 we Wrocławiu, lat 15

Jego przygoda z wolontariatem zaczęła się niedawno: prowadził z kolegami kiermasz, z którego dochód przeznaczony był na zwierzęta ze schroniska. Mówi też chętnie o innych przedsięwzięciach: „Roznosiłem ulotki, które zachęcały Wrocławian do głosowania na Wrocław, który stara się, by w 2016 roku zostać Europejską Stolicą Kultury. Pomagaliśmy w hipermarkecie pakować towary do toreb – szczególnie starszym ludziom, bardzo nam za to dziękowali, a my im za to proponowaliśmy kupno „Baśniowych Zapałek”*

W klasie Maćka – oprócz niego – jest tylko dwóch wolontariuszy. Jego rodzice wspierają go w jego działaniach i cieszą się z tego, co robi. Po ukończeniu gimnazjum wybierze siódme albo trzynaste liceum we Wrocławiu. Najbardziej interesuje go informatyka. Kiedy o tym mówi, wiadomo już, że to jego wielka pasja: „Oprócz tego, że spędzam czas przed komputerem, to dużo czytam o programowaniu, o komputerach, ale też interesuje się sportem. Sam próbuję programować, na razie proste rzeczy, ale mam zamiar stworzyć jakąś grę komputerową. Lubię też książki przygodowe, wojenne i kryminały. Ostatnio czytałem <Kamienie na szaniec> i bardzo mi się podobała”.

Wolontariat dla Maćka, to nie tylko wielkie akcje: „Kiedyś pomogłem wnosić sąsiadce duże kartony do domu! Ona zaproponowała mi pieniądze, a gdy odmówiłem – dała mi jabłko, bardzo mi smakowało! Praca wolontariusza uświadamia mi, że niektórym ludziom jest trudno w życiu i potrzebują pomocy” Praca wolontariusza sprawia Maćkowi radość i – jak mówi, czuje się lepiej, gdy może komuś pomóc. „Nie oczekuję wdzięczności, ale jak się zdarzy słowo <dziękuję> to jest to bardzo miłe”.

*) Fundacja „Dziewczynka z zapałkami”, jako instytucja pozarządowa, od dziesięciu lat prowadzi działalność na rzecz poprawy warunków życiowych dzieci z rodzin ubogich i zagrożonych patologią. www.dzz.org.pl – U. L.

.

Zaszufladkowano do kategorii Sylwetki wolontariuszy | Dodaj komentarz

Wolontariat młodzieżowy „My dla świata” – Ewa Mazurkiewicz

Gimnazjum nr 23 we Wrocławiu, klasa III f

Nasza rozmowa o wolontariacie zaczyna się od zdania, które mogłoby stanowić motto tej rozmowy:

„Jako wolontariuszka najchętniej pomagam zwierzętom, bo one same nie mogą sobie pomóc.”

Nie mniej niż zwierzęta pomocy potrzebują też ludzie.

W szkole Ewy prowadzona była akcja na rzecz powodzian. Zbierano pieniądze, środki czystości, koce, ubrania itp.

Ona sama – ponadto – pomagała zbierać pieniądze i plastikowe zakrętki na przeróżne cele.

Ewa chętnie opowiada o wolontariacie:

„Chcemy zrobić też akcję na rzecz dzieci niepełnosprawnych, żeby zebrać pieniądze na ich leczenie, na wózki czy turnusy rehabilitacyjne.

Kiedy pomagam innym, to jestem bardzo zadowolona”.

Ale wróćmy do zwierząt!

Ewa opowiada: „najbardziej było mi miło, kiedy pani dyrektor schroniska dla zwierząt i cały personel podziękowali nam bardzo gorąco za to, że pomagamy zwierzętom.

Moi rodzice są weterynarzami i też wspierają nas w tym działaniu.

W domu mam psa Kruszka i dwa żółwie – czerwonolice, nazywają się Mozart i Vivaldi!

Dostałam je w spadku po krewnych, razem z tymi imionami. Jeżdżę też konno – poświęcam temu każdą wolną chwilę – strasznie chciałabym mieć własnego konia. Oprócz jazdy konnej muszę w stajni zachować porządek, musiałam nauczyć się porozumiewania z koniem, jak do niego podchodzić, czyścić go – opiekuję się nim jak swoim”.

Ewa ma też czas na czytanie. Najbardziej lubi czytać romanse i – oczywiście książki o koniach.

Lubi spędzać czas z przyjaciółmi i znajomymi, wtedy, jak sama mówi, jest najszczęśliwsza. Idą sobie czasami do kina, rozmawiają i śmieją się.

Na koniec pytam Ewę o to, jaki zawód wybierze w przyszłości. I tu pojawia się dylemat:

„Jeszcze nie wiem czy zostanę lekarzem ludzi czy zwierząt” – odpowiada z uśmiechem..

Zaszufladkowano do kategorii Sylwetki wolontariuszy | Dodaj komentarz

Wolontariat młodzieżowy „My dla świata” – Martyna Majchrzak

Martyna jest uczennicą szóstej klasy Szkoły Podstawowej nr 30 we Wrocławiu. Spotkałyśmy się kilka dni temu.

„Jestem wolontariuszką m.in. dlatego, że lubię spędzać czas z dziećmi, a także pomagać  innym ludziom. Kiedy widzę w telewizji chore dzieci, to zaraz chciałabym im pomóc! Moja ciocia jest rehabilitantką i niejednokrotnie opowiadała mi o swoim zawodzie, spodobało mi się i chciałbym również wykonywać ten zawód.”

Martyna chodzi pomagać do przedszkola i traktuje to zajecie, jako przygotowanie do przyszłego zawodu.

Jej przygoda z wolontariatem zaczęła się  w piątej  klasie, ale wtedy jeszcze nie traktowała tego zbyt poważnie. Dopiero od tego roku bardziej się zaangażowała w tę działalność .

Zaczęła od pomocy młodszym kolegom  z jej szkoły w odrabianiu lekcji. Zbierała też pieniądze na opiekę nad psami i kotami oraz karmę dla nich.

Martyna mówiąc o swoim zaangażowaniu uśmiecha się: „Pomagam też osobom starszym, a szczególnie mojej sąsiadce, która ma problemy z poruszaniem się. Ona ma rodzinę, ale oni rzadko ją odwiedzają, pomagam jej w sprzątaniu domu oraz  w zakupach.

Ta pani opowiada mi o swojej młodości, o tym jak kiedyś spędzało się  wolny czas.  Chętnie siadam z nią u niej w domu, aby posłuchać jej opowieści,  bo ona wtedy się uśmiecha i widzę   jaka jest  szczęśliwa.”

Martyna nie obawia się, że ktoś z jej otoczenia może jej dokuczać z powodu tego,  że jest wolontariuszką,  nie przejmuje się tym absolutnie, bo robi to dla siebie i nie obchodzi jej opinia innych.

Rodzice  Martyny są przedstawicielami handlowymi, ma też młodszą siostrę 5-letnią Zuzię, której zawsze chętnie pomaga. Mieszka też z nimi  babcia,  jej też stara się pomagać jak najczęściej.

„ Moja  rodzina jest bardzo szczęśliwa –  mówi Martyna – nie kłócimy się, a teraz budujemy dom i przeprowadzimy się poza Wrocław. Z rodzicami często rozmawiam, dzielę się z nimi swoimi problemami, a oni powtarzają mi, że zawsze – niezależnie od tego co mówią inni – powinnam być sobą.

Wolontariusz powinien sprawiać radość innym, powinien pomagać bezinteresownie, musi być uczciwy, opiekuńczy, musi zawsze znaleźć czas dla drugiej osoby”.

Martyna jest dobrą uczennicą – w piątej klasie miała średnią pięć i świadectwo z czerwonym paskiem.

Bardzo chciałaby podróżować po świecie, chętnie przy okazji pomagając innym ludziom i oczywiście chciałaby mieć szczęśliwą rodzinę.

Martyna nie stroni od koleżanek i kolegów – przeciwnie: lubi spędzać z nimi wolne chwile; chodzą często do kina.

Kiedy jest w domu chętnie słucha  muzyki i czyta książki, a właściwie je połyka- jak sama to określa. Kiedyś przeczytała pierwszą część sagi „Zmierzch”i nie opuściła odtąd żadnego tomu z tej serii.

W życiu kieruje się taką zasadą: co dziś zrobię dobrego, to kiedyś wróci do mnie podwójnie.

 .

Zaszufladkowano do kategorii Sylwetki wolontariuszy | Dodaj komentarz

Wolontariat młodzieżowy „My dla świata” – Aleksandra Cetner

Ola jest uczennicą klasy szóstej w Szkole Podstawowej nr 30 we Wrocławiu. Ma dwanaście lat.

„Zostałam wolontariuszką, bo namówiła mnie koleżanka, która chodziła do przedszkola i bawiła się z dziećmi, prowadziła tam z wychowawczyniami zajęcia dydaktyczno-wychowawcze. Spodobało mi się to  i  też zaczęłam z nią chodzić. Z naszej klasy chodzi tam 12 osób, mamy dyżury w różne dni tygodnia – akurat ja chodzę w czwartki”.

Młodzi wolontariusze bawią się z dziećmi, przygotowują  dla nich rożne zabawy, konkursy, czytają  im bajki, wychodzą  z nimi na podwórko. Czteroletni brat Oli też chodzi do tego przedszkola, ale jest w starszej grupie.

Aleksandra bardzo lubi zwierzęta. W jej domu mieszka kot oraz trzy myszki, ale one są w bezpiecznej klatce.

Nic więc dziwnego, że wraz z koleżankami zbiera pieniądze i karmę dla sparaliżowanego psa. On jest w domu jednej z wolontariuszek i potrzebna jej pomoc.

Na tym nie kończą się jej zadania.

„Pomagam też mojej sąsiadce; wyprowadzam jej psa jamnika na spacery, wyrzucam śmieci, czasem robię zakupy. Kiedyś p. Zofia      ( bo tak ma na imię ta pani) wracała do domu z zakupami,

zapytałam, czy mogę jej pomóc, ona się zgodziła i tak się zaczęło.

Rozmawiam z nią o różnych rzeczach, ona czasem też kupuje karmę dla tego sparaliżowanego psa. Jest bardzo miła i ma zawsze dla mnie czas. Najbardziej się cieszyłam wtedy kiedy p. Zofia wzruszyła się tym, że jej pomagam i powiedziała, że nikt jej wcześniej tak nie pomagał. Wolontariusz powinien być pomocny, uczciwy, życzliwy, serdeczny i cierpliwy”.

Rodzice  Aleksandry cieszą się, że ich córka  pomaga starszym, że chodzi do przedszkola i tam też jest pomocna. Jej mama jest germanistką, a tata policjantem. Po ojcu odziedziczyła zainteresowanie fotografią. W przyszłości chciałaby zostać fotografem.

Aleksandra opowiada mi też o tym, że lubi czytać . Ostatnio czytała „Szatana z VII klasy” i bardzo jej się ta książka podobała. Uczy się dobrze a najbardziej lubi matematykę.

Na zakończenie naszego spotkania mówi, że „rodzice często powtarzają mi, że nauka jest najważniejsza, że to co robię i jak się uczę będzie miało wpływ na całe moje przyszłe życie”.

 .

Zaszufladkowano do kategorii Sylwetki wolontariuszy | Dodaj komentarz

Wolontariat młodzieżowy „My dla świata” – Jakub Drulis

Jakub Drulis jest uczniem  klasy III f, w gimnazjum nr 23 we Wrocławiu, ma 15 lat, i tak jak wielu innych wolontariuszy został nim, bo lubi pomagać innym ludziom. A zaczęło się od Wielkiej Orkiestry Świątecznej pomocy. „Skupiałem się na tym, by znaleźć miejsca gdzie nie dotarli inni wolontariusze, gdzie jest sporo ludzi, którzy wrzuciliby mi do puszki pieniądze, nabiegałem się, a w puszce było 180zł. Były osoby, które już po godzinie wracały do punktu z pełną puszką i wymieniali ją na nową. Oni mieli ode mnie większe doświadczenie, bo była to ich kolejna WOŚP”. Jakub nie obawia się, tak jak i jego koledzy, że ich działalność może być określona jako „obciach”. Nic dziwnego, że ma zacięcie wolontariacie. W jego rodzinie pomagać innym, to w pewnym sensie tradycja. „Mama pracuje w kancelarii prawnej jako sekretarka i co roku, razem z kolegami szukają jakiejś małej fundacji albo stowarzyszenia i przekazują im swój 1% podatku, w ten sposób pomagają spełniać marzenia pokrzywdzonych dzieci.” Ale nie tylko wolontariat zajmuje mu czas. „Z moim starszym bratem mamy wspólną pasję – taniec, ja najbardziej lubię hip hop i break Dance. Brat nawet startował w eliminacjach do programu „You Can Dance”, ale za bardzo się nie przyłożył więc odpadł, ja może kiedyś też spróbuję ale muszę nauczyć się lepiej tańczyć”. Jakub chodzi do studia tanecznego koło Dworca Świebodzkiego. Ponadto lubi czytać książki. Nie zapominając o lekturach czyta chętnie fantasy, głównie Dana Browna. Kiedy pytam go o marzenia, zastanawia się przez chwilę: „Marzenie?  Chciałbym dostać nagrodę Nobla za jakąś pracę naukową, albo może Pokojową Nagrodę Nobla. Jeszcze nie wiem kim chcę zostać, ale na pewno jestem humanistą więc może dziennikarstwo? Mam zawsze mi powtarza żebym jej słuchał i już wielokrotnie się przekonałem, że miała rację, chociaż czasem się zdarza, że to ja mam rację, ale mama niechętnie się do tego przyznaje”.

.

Zaszufladkowano do kategorii Sylwetki wolontariuszy | Dodaj komentarz

Wolontariat młodzieżowy „My dla świata” – Małgorzata Partyka

Uczennica klasy III c w  Gimnazjum w Prusicach.

Bywa często w hospicjum… Pamięta stamtąd takie sympatycznego pana, który bardzo polubił ją i jej koleżankę. Niestety od jakiegoś czasu tego pana już nie ma i Małgosia nie wie co się z nim stało…

„Myślę, że tym ludziom – mówi Małgosia –  najbardziej potrzebna jest miłość, by wiedzieli, że są jeszcze potrzebni, oni muszą to czuć, nie mogą być pozostawieni sami sobie.

My jak tam jedziemy to mamy dla nich czas i  im też jest to bardzo potrzebne”.

Smuci ją najbardziej to, że wiele przebywających tam osób, ma ogromne problemy z poruszaniem się i mówieniem. Czuje wtedy, że są to ich ostatnie dni i ogarnia ją wielki smutek. Niektórzy pracownicy mówią, że zostali przeniesieni do innych ośrodków lub wrócili do domu. Może tak jest…?

Małgosia opowiada też chętnie o swojej rodzinie:

„Mam rodziców i troje rodzeństwa i wszyscy są zadowoleni, że ja pomagam w hospicjum”.

Jej znajomi  i przyjaciele wołają na nią  Gosza lub Goszka.

Ona sama lubi  jeździć na rolkach i dużo czasu spędza przed komputerem. Oczywiście robi to, co wszyscy: rozmowy na gadu-gadu,  zaglądanie na naszą klasę i  facebooka!

Wybiera się do szkoły hotelarskiej, ale jeszcze nie wiem kim chciałaby zostać

Jej marzeniem jest zobaczyć Machu Picchu w Ameryce Południowej -miasto Inków położone ponad 2 tysiące metrów nad poziomem morza,  chciałaby też pojechać do Egiptu by zobaczyć Piramidy..

Zaszufladkowano do kategorii Sylwetki wolontariuszy | Dodaj komentarz

Wolontariat młodzieżowy „My dla świata” – Agata Koszyl

Gimnazjum im. Henryka Sienkiewicza

Często robimy kiermasze w szkole albo na jakiś festynach, by zarobić pieniądze na szczytny cel, ja na przykład zrobiłam z makaronu aniołka, wszyscy razem robiliśmy stroiki.

A w hospicjum mam takiego zaprzyjaźnionego p.  Henia i gdy kiedyś ja przebrałam się za Mikołaja i dałam mu paczkę ze słodyczami on się rozpłakał z radości – przyjemnie było na to patrzeć. Ciągle się boję , że mogę tam w Będkowie kogoś urazić – przez przypadek.

Chciałabym być cały czas aktywną osobą, która ciągle pomaga innym a przez to ich uszczęśliwia. Chcę tym osobom w hospicjum troszkę chociaż życie rozweselić. Praca ta także mnie uszczęśliwia, moi bliscy mama i bracia wspomagają mnie.

Lubię grać w tenisa stołowego i w siatkówkę, gdy jestem zła to idę na trening i wyżywam się na piłce, żeby się nie wyżywać na ludziach. Kiedyś – pamiętam – pokłóciłam się z mamą – wykrzyczałam jej wszystko, później oczywiście ją przeprosiłam i wtedy powiedziałam sobie: nigdy więcej!  i od tamtej pory staram się unikać takich sytuacji bo wiem jak mama cierpiała i jak mi było z tym źle. Dla moich rodziców ważne jest bym była człowiekiem, który liczy się z innymi i żebym nie była egoistką. Chciałabym zostać psychologiem by pomagać innym ludziom.

Mój brat podczas oglądania programu telewizyjnego „ Duże dzieci” patrząc na jedną małą dziewczynkę z kręconymi włosami o imieniu Jadzia uznał, że tak będzie też do mnie mówił i to przezwisko przylgnęło do mnie.

Moje marzenie to wyjechać do Francji i zwiedzić Paryż.

Moje motto życiowe: ”Szukać szczęścia i szczęśliwym być, kochać i być kochaną”.

Zaszufladkowano do kategorii Sylwetki wolontariuszy | Dodaj komentarz

Wolontariat młodzieżowy „My dla świata” – Martyna Korda

Jest uczennicą III klasy gimnazjum Powiatowego Zespołu Szkół w Żmigrodzie.

Jako wolontariuszka pomagała w różnych akcjach. Między innymi zbierała nakrętki plastikowe, a pieniądze uzyskane z ich sprzedaży miały pomóc w zakupie wózka inwalidzkiego dla młodszego kolegi w szkole.

Chodziła też do przedszkola, by pomagać w opiece nad dziećmi i tak jak większość młodzieży z tej szkoły jeździ do Ośrodka Medycyny Paliatywnej w Będkowie.

Według Martyny wolontariusz to osoba, która lubi pomagać innym, ma dużo cierpliwości i mimo, że nie dostanie za pracę wynagrodzenia ani nagrody – lubi to robić. Największą przyjemność sprawił jej pan Ryszard – podopieczny w hospicjum, który tak bardzo się cieszył, że przyjechała do niego kolejny raz, że pozwolił jej zwracać się do siebie „dziadku”, co bardzo wzruszyło Martynę.

„Kiedy tam przyjechałam po raz pierwszy – wspomina- pani psycholog zapytała czy jest osoba chętna, która spotykałaby się z panem, który nie mówi?  Nie zgłosił się nikt, więc ja podniosłam rękę i od tamtej pory zawsze odwiedzam pana Ryszarda. Trudno się z nim na początku rozmawiało, ale nauczyłam się tak formułować pytania by on odpowiadał tylko <<tak>> lub <<nie>>. Teraz – z kolei -on odpowiada na moje pytania pisząc. Robi to bardzo niewyraźnie, ale już nauczyłam się go odczytywać.

Czasem przywożę mu kwiaty a ostatnio dałam mu nasze wspólne zdjęcie w ramce”.

Praca w hospicjum nie jest łatwa, nie zawsze wiadomo jak się zachowywać, o czym rozmawiać, czego nie robić, o co nie pytać. To wszystko wyjaśnia jej i pozostałym wolontariuszom pani psycholog, która przyjechała do nich do szkoły. Pokazała wtedy film o hospicjum, a po projekcji wywiązała się długa dyskusja, w której głównie rozmawiali o śmierci. Na tym spotkaniu dowiedzieli się też, że muszą zrozumieć tych, którzy mogą nie akceptować ich pomocy – To zrozumiałe, ci ludzie są bardzo smutni, bo przebywają właśnie tam.

Martyna wspomina, że na początku bardzo się bała, że ktoś jej nie zaakceptuje, że nie będzie właśnie z nią chciał rozmawiać. Trudno było też zacząć tę pierwszą rozmowę. Na początku było trochę drętwo, ale potem wszystko się rozluźniło. Na ten pierwszy wyjazd – w okresie karnawału – przygotowali dla nich występy. Były tańce i w sumie – jak mówi Martyna była bardzo fajnie.

„Boję się tego, że może przyjść moment, gdy przyjadę do Będkowa, a tego mojego dziadka tam już nie będzie, boję się też tego, że zostanę odrzucona, że nikt nie będzie chciał mojej pomocy, ale na szczęście jeszcze tak się nie zdarzyło”.

W domu rodzeństwo, nie spodziewało się, że Martyna będzie miała w sobie tyle cierpliwości i że stać ją będzie na to, by opiekować się takimi ludźmi.

Chciałaby w przyszłości zostać wolontariuszem medycznym – pomagać pielęgniarkom w takich już pracach naprawdę poważnych, bo teraz jej praca opiera się tylko na rozmowie, na dotrzymywaniu towarzystwa osobie chorej.

Niektórzy  z jej otoczenia twierdzą, że wolontariat to strata czasu ale dla niej to wielka przyjemność. Opowiada z wypiekami na twarzy, że kiedy wraca stamtąd, jak na skrzydłach, to najpierw biegnie do babci i opowiada jej to wszystko, co wydarzyło się w hospicjum- babcia jest  chyba  najbardziej dumna  z jej działalności.

„Kiedyś leżał tam mój wujek i babcia nawet nie przypuszczała, że jej wnuczka będzie się takimi ludźmi opiekować, była przekonana, że po pierwszym razie się zniechęcę, a stało się wręcz przeciwnie”.

Martyna ma trójkę rodzeństwa, jej mama nie pracuje – zajmuje się domem, a tato jest kierowcą i często wyjeżdża w delegacje – także za granicę. Stara się – wraz z rodzeństwem – pomagać mamie zwłaszcza, że jest do opieki jeszcze mieszkająca obok babcia.  Każdy ma w domu wiele obowiązków, dokładnie rozdzielonych i starają się je wykonywać jak należy.

Martyna chciałaby skończyć bardzo dobrą szkołę, by móc potem dostać dobrą pracę. Teraz jest na etapie zastanawiania się nad wyborem liceum. Rodzice stale jej powtarzają, żeby się uczyła, ale też powinna pamiętać, że nie uczy się dla ocen tylko dla siebie.

Ma swój  ulubiony cytat dotyczący wolontariatu: pomoc ma wiele twarzy a każda z nich jest równie potrzebna i ważna!

 

.

Zaszufladkowano do kategorii Sylwetki wolontariuszy | Dodaj komentarz

Wolontariat młodzieżowy „My dla świata” – Jakub Wyrzykowski

Ma czternaście lat i jest uczniem II klasy gimnazjum w Żmigrodzie.

„Jeżdżę do hospicjum i do szpitala rehabilitacyjnego. Tam – wraz z kolegami – przygotowujemy dla chorych koncerty i występy. Zbieraliśmy też pieniądze na różne cele, a rokrocznie przed 1 listopada sprzątamy cmentarz.

Jakub mówi, że lubi opiekować się chorymi. W hospicjum poznałem panią Irenkę, która ma 90 lat i zaprzyjaźniliśmy się. Kiedy tam przyjeżdża to zawsze sobie rozmawiają i pierwsze kroki kieruje najpierw do niej.

Ma swój ulubiony cytat z księdza Jana Twardowskiego: „Śpieszmy się kochać ludzi – tak szybko odchodzą”

Ta praca daje mu dużą satysfakcję i ma nadzieję, że jak kiedyś będzie w niebie to Bóg to zauważy.

Jakub najchętniej słucha muzyki metalowej. Hoduje też gołębie pocztowe, lubi grać w piłkę nożną oraz czytać książki przygodowe. Tata zna jego zamiłowanie do lektury i zawsze mu coś podrzuci. Ostatnio były to przygody Pana Samochodzika.

Jeszcze dokładnie nie wie, kim będzie w przyszłości, ale chciałby dużo zarabiać. W szkole najbardziej lubi biologię, chemię i fizykę. Marzy o tym by – wspólnie z kolegami – wygrać szkolną ligę.

Chciałby mieć fajną dziewczynę i jak przystało na prawdziwego chłopaka nie lubi o sobie rozmawiać..

Zaszufladkowano do kategorii Sylwetki wolontariuszy | Dodaj komentarz

Wolontariat młodzieżowy „ My dla świata” – Ania Kraśniewska

Ma czternaście lat i chodzi do II klasy gimnazjum w Żmigrodzie. Wśród uczniów znana jako Groszek!

„Jeżdżę wraz z koleżankami i kolegami do hospicjum – opowiada. Z początku bardzo się tego bałam, ale później przyzwyczaiłam się do tego. Chodzimy też do przedszkola, a tam bardzo lubię się bawić z dziećmi.”

Ania opowiada, jak kiedyś byli całą grupą wolontariuszy w szpitalu i śpiewali chorym kolędy – to było niezwykłe!

Wolontariusz, to według Ani ktoś, kto lubi pomagać innym. Bycie wolontariuszką daje jej ogromną satysfakcję, a nierzadko jest źródłem wielu wzruszeń.

Wspomina też:, „kiedy mamy przedstawienie dla chorych i oni płaczą ze wzruszenia, to zdarza się też, że któreś z nas zapłacze razem z nimi.

Ania nie zaniedbuje nauki szkolnej; lubi wu ef, angielski, matematykę i chemię, chciałaby w przyszłości mieć swoją „firmę”– ale – na razie – nie wie w jakiej branży.

Marzy o tym, aby mieć rodzinę i nie chciałaby nigdy opuszczać swojej rodzinnej wsi Radziądz.

No i dumna jest ze swojej kolekcji delfinów.

 .

Zaszufladkowano do kategorii Sylwetki wolontariuszy | Dodaj komentarz